Śródmieście

Do Warszawy zawsze przyjeżdżaliśmy w jakimś bardzo konkretnym celu, najczęściej służbowo. Ostatni raz byliśmy w stolicy przeszło dwa lata temu po wizy do Stanów. Jedyne co wtedy widzieliśmy to ambasadę i Pałac Kultury… Postanowiliśmy więc przy najbliższej możliwej okazji przyjechać choć na jeden dzień, żeby pospacerować troszkę i poczuć się znowu przez moment jak turyści. I tak kwietniowej, słonecznej soboty, wsiedliśmy w bardzo poranny pociąg, który miał przenieść nas sprawnie z Poznania do stolicy. Miało być szybko i przyjemnie, a wyszło jak zawsze. Pociąg jechał objazdem przez Skierniewice z prędkością 40km/h, a panowie w naszym przedziale kaszleli tak bardzo, że postanowiliśmy spędzić przemiłe, romantyczne cztery i pół godziny w Warsie.

Przygód ciąg dalszy –  w Złotych Tarasach udało nam się zakupić nową, sprawną kartę SD, bo wzięłam ze sobą tę, która została uprzednio wyprana wraz z resztką kanadyjskich fot (nawet nie wiecie, jak się cieszyłam, że jakiś czas temu wyrobiłam w sobie nawyk zgrywania zdjęć na bieżąco…) Po takim poranku mogło być już tylko lepiej! I było. Pogoda była cudowna, buty nie uwierały, a towarzystwo takie, że nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego. To była nasza najdłuższa wychodzona randka od pół roku.

Na powitanie, obeszliśmy dookoła Pałac Kultury, dziękując że nikt nie odważył się go zrównać z ziemią. Nie wiem dla czego, ale z jakiegoś powodu ta pamiątka po poprzednim ustroju zawsze wzbudza we mnie pozytywne uczucia. Bez niego Warszawa nie byłaby taka sama. Kto wie, może któregoś razu wjedziemy nawet na górę i spojrzymy na stolicę z góry. Tym razem jednak zamiast tarasu widokowego wybraliśmy długi spacer. Tak długi, że zdjęcia zaserwujemy Wam w odcinkach. Dziś część pierwsza.


RELATED POST

INSTAGRAM
follow us on instagram