we didn’t want to live here

I have a feeling that you will like Canmore a lot. You’ve already seen some photos from this small town, but a large part is still waiting for seeing the light of day. You must know that any other place inspires us to take as many pictures as there!

But when we woke up every day and saw THIS view, we couldn’t resist the temptation of taking cameras with us. If going to supermarket, pharmacy, post office or library… you would have such a view, you would probably do so too. You just can’t get used to such a landscape. At least we couldn’t; even a whole month was not enough. Leaving Canmore, we looked at the Rockies with the same enthusiasm, with which we looked at them on the first day.

And the best part is that we didn’t want to live there. From the very beginning, when our heads sprouted idea of ​​going to Canada, we thought about Banff – one of the most popular ski resorts in North America. As you know, finally we landed in Vancouver, so after a few months started our big Canadian adventure. But we knew that one day we would visit Banff. We just waited for a good moment. We wanted to go there the late winter/ early spring (after the ski season). And in October, when we were planning the next stop of our Canadian trip we found an excellent accommodation in the Canadian Rockies. Although not in Banff, but in a distance of 20 kilometers. That’s how we ended in Canmore. Although it’s small, it’s still well prepared to receive tourists. There are hotels and restaurants; there is a big supermarket, a pharmacy, few ski rentals, laundromat, souvenir shops, and Greyhound bus stop. And there is even one of the best small brewery in Canada!

And unlike Banff, it is very quiet town (which we discovered really quick)). Tourists show up there mostly on weekends. So during the week, we had the town just to ourselves!

We can’t hide it; we are truly captivated by this tiny town. Surrounded by mountains on all sides, lying in a valley overgrown with million trees… tell me could it be more picturesque?


Mam przeczucie, że Canmore Wam się spodoba. Widzieliście już trochę zdjęć z tego małego miasteczka w zeszłym roku, ale spora część czeka jeszcze na ujrzenie światła dziennego. Musicie wiedzieć, ze z żandego innego miejsca nie przywieźlismy tylu zdjęć, co stamtąd! Ale gdy każdego dnia po przebudzeniu widzieliśmy góry, nie mogliśmy się oprzeć pokusie i chwytaliśmy aparaty w dłonie. Jeśli wychodząc z supermatketu, apteki, biblioteki, a nawet z własnego domu… mielibyście taki widok też byście tak pewnie robili. Taki widok nie jest w stanie się znudzić. Przynajmniej nam, po miesiącu cały czas było mało. Wyjeżdżając patrzyliśmy na góry z takim samym zachwytem, z jakim spoglądaliśmy na nie pierwszego dnia.

I pomyśleć, że wcale nie chcieliśmy tam mieszkać. Od samego początku, gdy w naszych głowach zakiełkował pomysł wyjazdu do Kanady, myśleliśmy o Banff – jednym z najpopularniejszych kurortów narciarskich w Ameryce Północnej. Jak już wiecie, finalnie wylądowaliśmy w Vancouver, żeby po kilku miesiącach ruszyć dalej. Ale wiedzieliśmy, że naszej mapie nie może zabraknąć Banff. Czekaliśmy tylko na dobry moment. Zależało nam na przełomie zimy i lata (trochę po sezonie narciasrkim, gdy turystów będzie już mniej). I w październiku, planując kolejne przystanki naszej kanadyjskiej podróży trafilismy na bardzo dobry nocleg. Wprawdzie nie w Banff, a w oddalonym o 15 minut drogi Canmore, ale na trasie kursuje regularnie autobus doworzący mieszkańców i turystów do Banff.

Canmore, mimo, że małe jest doskonale przygotowane do przyjmowania turystów, są tu hotele i restauracje, jest tu wielki supermatket, apteka, wypożyczalnie sprzętu narciarskiego, pralnie, sklepiki z pamiątkami, przystanek Greyhound’a, a nawet browar, słynny na pół Kanady!
I w przeciwieństwie do Banff (o czym się bardzo szybko przekonalismy), jest tu bardzo spokojnie. Turyści zjawiają się tam głównie w weekendy. Więc w tygodniu mieliśmy miasteczko praktycznie tylko dla siebie!

Nie ukrywamy, jesteśmy zauroczeni tym maleńkim miasteczkiem. Otoczonym górami ze wszystkich stron, lężącym w obrośniętej milionem choinek dolinie… Powiedzcie sami czy może być bardziej malowniczo?

 

     

Nothing works on appetite as time spent outdoors. One of our favorite places in Canmore was the Grizzly Paw, where we ate delicious burgers (including a local delicacy the elk(!) burger).


Nic tak nie działa na apetyt, jak czas spędzony na świeżym powietrzu. Jednym z naszych ulubionych miejsc w Canmore był The Grizzly Paw, gdzie zajadaliśmy się genialnymi burgerami (w tym lokalnym przysmakiem – burgerem z łosia).

               

     

 


RELATED POST

INSTAGRAM
follow us on instagram