Half Note Trail – malowniczy szlak w Whistler

W podróży Kanada
Sierpień 2015
góry, Kanada, Whistler
"Czasem nawet w ultra turystycznych miejscach można znaleźć chwilę wytchnienia. Wystarczy tylko wybrać odpowiedni szlak..."

Mieszkając w Vancouver, długo zastanawialiśmy się nad wycieczką do Whistler. I choć jest to na wskroś turystyczne miasteczko, a w zasadzie resort narciarski, to pokusa przejścia widowiskowymi górskimi szlakami, była silniejsza. Długo musieliśmy czekać, żeby śnieg stopniał i wyżej położone szlaki nadawały się do spacerowania. Latem bezpiecznie robi się dopiero w okolicach czerwca/lipca, dlatego my zaplanowaliśmy naszą wycieczkę na sierpień. Nawet z rekordowo wysokimi temperaturami, jakie panowały tamtego lata, w górach gdzieniegdzie nadal leżały resztki śniegu.

Bilety do Whistler rezerwowaliśmy z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, więc liczyliśmy się z tym, że pogoda może nam nie dopisać… Nie spodziewaliśmy się jednak tego, że od połowy drogi z Vancouver, będziemy jechać do naszego celu w ulewnym deszczu…

Żeby zamknąć naszą wycieczkę w jednym dniu, wjechaliśmy najpierw kolejką gondolową, wprost z centrum miasteczka do głównej stacji – Roundhouse (skąd min.wyrusza słynna kolejka Peak2Peak). Po kilkunastu minutach wylądowaliśmy dosłownie w chmurach. Następnie po przejściu kilkuset metrów nie widząc przed sobą praktycznie niczego oprócz czubków własnych butów, przesiedliśmy się na Peak Express, żeby wyjechać na około 2200 metrów w górę.

Jeśli lubicie atrakcje przyprawiające o szybsze bicie serca, będziecie wniebowzięci – PE to stara, poczciwa kolejka krzesełkowa. Okrutnie stromy wjazd potrafi przyprawić o ciarki i gęsią skórkę, zwłaszcza gdy w dole straszą skalne zbocza.

Na szczęście, jazda wyciągiem nie jest zbyt długa, a widoki na górze z nawiązką rekompensują mrożącą krew w żyłach przygodę z wjazdem na szczyt. Gdy naszym oczom ukazało się błękitne niebo i ośnieżone górskie wierzchołki, prawie oniemieliśmy z zachwytu. Radość jednak nie trwała zbyt długo, bo gdy tylko zerknęliśmy w dół, okazało się, że po drugiej stronie góry też nie brakowało chmur. Tylko tym razem nie zasłaniały miasteczka i doliny, lecz bajecznie turkusowe Cheakamus Lake…

Ale nie po to przejechaliśmy taki kawał świata, żeby się poddać. Dlatego ruszyliśmy na szlak.

I choć początkowo nie wierzyliśmy w to, że zobaczymy turkusowe jezioro, w pewnym momencie chmury, zaczęły się powoli rozstępować i naszym oczom powoli zaczęła ukazywać się woda o najbardziej niesamowitym kolorze na świecie.

Gdybyśmy mogli, poszlibyśmy bez wątpienia dalej tym wdzięcznym szlakiem (High Note Trail), jednak tym razem musieliśmy zrezygnować ze zrobienia całego szlaku, na rzecz zejścia na Half Note Trail. Który, może nie jest tak popularny, jak ten pierwszy, ale oferuje równie piękne widoki. Jak np. ten z górami, które wyglądają niemalże jak namalowane. Możecie nam wierzyć, w rzeczywistości wyglądały co najmniej tak samo dobrze jak na zdjęciach.

Tak bardzo, jak zazwyczaj nie lubimy zatłoczonych miejsc, dzisiejsza wycieczka udowodniła nam, że czasem nawet w ultra turystycznych miejscach można znaleźć chwilę wytchnienia. Wystarczy tylko wybrać odpowiedni szlak…