A gdyby tak wstać przed świtem i pojechać do lasu? – Lynn Canyon Park

W podróży Kanada
Wrzesień 2018
Kanada, Lynn Canyon Park, Vancouver
"Było dokładnie tak, jak powinno być, o tej porze roku. Siąpił deszcz, było mgliście i jesiennie chłodno. "

Poranne wstawanie nigdy nie było naszą najmocniejszą stroną. Jeśli mieliśmy do wyboru przedłużyć sobie poranną drzemkę, zawsze chętnie korzystaliśmy z tej opcji. Wszystko zmieniło się po wyjeździe do Kanady. Przed każdą wycieczką budzimy się teraz podekscytowani tuż przed budzikiem. Coraz częściej zdarzają nam się poranne wycieczki i spacery. Im wcześniej wstaniemy, tym mamy więcej czasu na przygody przed pracą!

Poranne wstawanie to bardzo przydatna umiejętność jesienią i zimą, gdy na dworze robi się ciemno, w zastraszającym tempie. Gdy mieszkaliśmy w lutym w Calgary, wstawaliśmy rano o 5, żeby pracę kończyć jeszcze za dnia i popołudniami móc spacerować po okolicy. Albo wtedy, gdy chce się uniknąć tłumów, w miejscach, w których normalnie oprócz nas jest kilkadziesiąt innych osób.

W Lynn byliśmy kilkukrotnie, ale most wiszący omijaliśmy, bo zależało nam na tym, co znajduje się poniżej, czyli na krystalicznie czystej, lodowatej wodzie, w której moczyliśmy się latem, w największe upały. Przeszliśmy nim raz, ale nie sprawiło nam to wielkiej frajdy, bo mostem biegało tam i z powrotem kilku rosłych nastolatków, wycieczka dwudziestu azjatów i 10 rodzin z dziećmi… Dlatego, gdy tylko nadszedł wrzesień i zrobiło się chłodniej, ruszyliśmy tam w któryś weekend, żeby przejść się mostem w samotności i przy okazji zrobić kilka ładnych zdjęć.

Choć na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać inaczej, to pogoda nam dopisała. Siąpił deszcz, było mgliście i jesiennie chłodno. Czyli dokładnie tak, jak powinno być w tym rejonie świata – zimno i mokro… Dzięki temu powietrze przesiąknięte było zapachem mokrego drewna, igliwia i mchu. Uroku dodawał fakt, że poza nami i kilkoma leśnymi biegaczami, nie było tam absolutnie żywej (ludzkiej) duszy.

Choć dużo bardziej znany wiszącym mostem jest ten w Parku w Capilano (który w zeszłym roku został odwiedzony przez ponad 800 000 osób) jakoś nigdy nie było nam tam po drodze. Choć zdecydowanie mniej spektakularny, to właśnie ten w Lynn jest naszym zdaniem wart polecenia. Oprócz mostu, znajdziecie tu kilka niewielkich wodospadów i to co najistotniejsze, czyli kilometry pięknych leśnych ścieżek!

Po takim spacerze, wróciliśmy do miasta trochę zziębnięci, ale też niezwykle zrelaksowani i wypoczęci. Las zawsze działa na nas kojąco. A w połączeniu z miską gorącego ramenu na śniadanie w ulubionej knajpce, nie wyobrażamy sobie lepszego jesiennego sobotniego przedpołudnia w Vancouver.